15 lipca 2024
Aktualności

Denazyfikacja, czyli niemiecka ściema [FELIETON]

„Niemcy przezwyciężyły swoją historię. Dlaczego Polska nie może?” – napisał jakiś czas temu na łamach „Politico” William Echikson, dyrektor biura Unii Europejskiej na rzecz Postępowego Judaizmu w Brukseli. Dziwne to słowa i w sumie trochę niesmaczne, bo stawianie za wzór Niemiec, które nigdy nie oczyściły się ze swojej zbrodniczej przeszłości to olbrzymi absurd.

Powyższe słowa nie są przypadkowe. Stanowią element starannie zaplanowanej narracji polityki historycznej Niemiec – możemy w tym miejscu mówić nawet o propagandzie historycznej. Tego typu stwierdzenia służą rozpowszechnianiu pewnych przekazów takich jak na przykład „mit rycerskiego Wehrmachtu” czy „mit denazyfikacji Niemiec po II Wojnie Światowej”. Przyjrzyjmy się bliżej temu drugiemu zjawisku.

Wojna się skończyła – alianci rozpoczęli procedury mające na celu rozliczenie Niemców za swoje przewiny. Zaczęto od procesu 29 głównych oskarżonych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Do roku 1949 przeprowadzono 12 procesów norymberskich. Łącznie oskarżono 185 osób, ale na ławach oskarżonych zasiadło 177 osób (4 oskarżonych popełniło samobójstwo, a 4 uznano za niezdolnych do procesów). 25 z nich skazano na karę śmierci, ale wyrok wykonano na zaledwie 12. 19 ukarano dożywotnim więzieniem, a 98 skazano na terminowe kary więzienia. 35 osób uniewinniono. Już samo to daje wstępne pojęcie o skali pozornego wyciągania konsekwencji.

Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec (organ wojskowy sprawujący władzę na terytorium okupowanych Niemiec w imieniu rządów czterech mocarstw koalicji) wydała w styczniu 1946 roku „Dyrektywę 24”, na mocy której Niemcy zaangażowani w działania zbrodniczego reżimu mieli być usuwani z pełnionych urzędów. Około 2,5 miliona Niemców stanęło przed sądami celem wytłumaczenia się ze swojej nieodległej przeszłości. Jedynie 1,4% z nich zostało uznanych winnymi. W zachodnich strefach okupacyjnych do roku 1947 internowano około 180 tysięcy osób. Skazano zaledwie 5 tysięcy z nich. Przezwyciężanie swojej historii? Trzeba przyznać, że bardzo dynamiczne. Oczyszczenie? Nie bardzo.

Gdy w 1949 roku Niemcy mogli na nowo tworzyć podstawy swojego nowego państwa zadbali o to, aby oni sami mieli całkowitą kontrolę nad pozornym procesem ewentualnej dalszej denazyfikacji. W ustawie zasadniczej zawarto po pierwsze zakaz ekstradycji obywateli niemieckich, a po drugie zakazano kary śmierci. Prowadzi to do dwóch prostych skutków. Otóż nie musiano wydawać zbrodniarzy za granicę, a nawet jeśli pojawiła się już konieczność osądzenia ich w kraju, to nie mogli oni zostać ukarani śmiercią.

Spójrzmy zatem nieco dokładniej jak „skutecznie” rozliczano bandytów, morderców, oprawców i wysoko postawione figury w niemieckim zbrodniczym mechanizmie. Heinz Reinefarth, odpowiedzialny za dowodzenia masakrą ludności warszawskiej Woli został zwolniony z powodu braku dowodów na swoje przewiny. Robił karierę w polityce. Został burmistrzem miasta Westerland oraz posłem do Landtagu w Szlezwiku-Holsztynie. Mało tego, władze RFN przyznały mu rentę generalską. Feldmarszałek Luftwaffe Erhard Milch został wprawdzie skazany na dożywocie, ale już w 1954 roku cieszył się wolnością. Brigadeführer SS Kurt Meyer został skazany na śmierć. Wkrótce zamieniono tę karę na dożywocie. W 1954 roku był już na wolności. Według relacji jego syna – ojciec powiesił w domu portret Hitlera natychmiast po powrocie do domu. Rok wcześniej Meyera odwiedził w więzieniu nie kto inny, a sam kanclerz Adenauer. Także Heinz Guderian wobec którego istniało wiele dowodów na okoliczność popełniania zbrodni wojennych nie poniósł żadnych konsekwencji. Już na początku lat 50. brał aktywny udział w przygotowaniach to tworzenia Bundeswehry.

Skutecznie chroniono również adwokatów, prokuratorów czy sędziów, którzy świadczyli swoje usługi zbrodniczemu reżimowi. Hans Globke, twórca antysemickich ustaw norymberskich do końca wojny służący władzy jako prawnik został w swoim „nowym życiu” szefem urzędu kanclerskiego Konrada Adenauera. Rudolf Oeschey był sędzią szczególnie lubującym się w skazywaniu na śmierć Polaków. Został wprawdzie za swoje czyny skazany, ale już w 1955 roku zwolniono go z więzienia ze względu na zły stan zdrowia. Od tego momentu przeżył jeszcze 25 lat, więc rzeczywiście musiał ciężko chorować… Wolfgang Fränkel, jako prokurator w czasach wojny licznie i skutecznie wnioskował o kary śmierci w niewielkich nawet sprawach. Nie pozbawiono go prawa do wykonywania zawodu – został wieloletnim sędzią Sądu Federalnego. Josef Altstötter odpowiadający między innymi za tak zwane „prawodawstwo rasowe” dyrektor generalny w hitlerowskim ministerstwie sprawiedliwości, pracował po wojnie jako adwokat w Norymberdze, przeszedł na emeryturę i zmarł spokojnie 40 lat po wybuchu II Wojny Światowej. Hans Filbinger – sędzia Kriegsmarine, który ferował w Norwegii liczne wyroki śmierci również robił karierę polityczną. Przez wiele lat był premierem Badenii-Wirtembergii. Hans-Joachim Rehnse, hitlerowski sędzia, został skazany na karę 5 lat pozbawienia wolności, ale Trybunał Sprawiedliwości przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia i wówczas doszło do interesującego zwrotu. Rehnse został uniewinniony. Zapomniałem dodać, że działo się to w roku 1967!!!

Widzimy więc wyraźnie jak duży wysiłek włożono w to, aby cały świat uwierzył w pozorną i podszytą wielkim kłamstwem „denazyfikację”. A to zaledwie kilka przypadków. Słowa takie jak te zacytowane na początku budzą zawsze wiele emocji i nie ma nic dziwnego w tym, że staramy się zadać fałsz ich autorom. Gdy przyjrzymy się temu z pewnej perspektywy czasowej, to łatwo można dostrzec, że nie są one wcale jakąś rzadkością czy niefortunnymi wypsknięciami. Skala zjawiska może i powinna budzić niepokój, a przede wszystkim pobudzać do przeciwdziałania i to aktywnego, bo jeśli oddamy to pole, to w przyszłości może być już za późno i cały czas będziemy kilka kroków z tyłu musząc tłumaczyć się i apelować o sprostowania – wyraźnie pokazuje to przykład „polskich obozów śmierci”.

Dariusz Niemiec

Jeden komentarz do “Denazyfikacja, czyli niemiecka ściema [FELIETON]

  • szwab żydowski nigdy ale to nigdy nie będzie dla Nas Polaków sojusznikiem tylko na zawsze pozostanie wrogiem!!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.