Łukasz Kusior: Chcemy obronić nasze grunty przed zalaniem panelami
W gminie Lisia Góra narasta spór wokół planów dotyczących wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych i magazynów energii. Mieszkańcy zapowiadają działania referendalne, które mogą doprowadzić do głosowania w sprawie odwołania wójta Arkadiusza Mikuły oraz Rady Gminy Lisia Góra. O powodach protestu, zarzutach wobec władz gminy, obawach mieszkańców i politycznym tle sprawy rozmawiamy z Łukaszem Kusiorem, przedstawicielem mieszkańców gminy Lisia Góra i jednym z inicjatorów zbiórki podpisów pod referendum.
Zacznijmy od najważniejszego. W gminie Lisia Góra pojawiła się zapowiedź referendum. To już przesądzone, że mieszkańcy będą dążyć do odwołania wójta Arkadiusza Mikuły i rady gminy?
To nie był nasz cel od początku. Trzeba to jasno powiedzieć. My nie zaczynaliśmy od pomysłu referendum. Chcieliśmy, żeby wójt i rada gminy usłyszeli głos mieszkańców. Ponieważ, naszym zdaniem, do tego nie doszło, zaczęliśmy rozmawiać z ludźmi i usłyszeliśmy od zdecydowanej większości, że trzeba zrobić krok dalej. Stąd decyzja o ogłoszeniu inicjatywy referendalnej.
Co było tą kroplą, która przelała czarę goryczy? Same plany inwestycji w odnawialne źródła energii czy sposób, w jaki gmina o tym rozmawiała z mieszkańcami?
Przede wszystkim sposób komunikacji. Mieszkańcy czują, że nie są traktowani poważnie. Podam przykład: Wójt Gminy bez pytania mieszkańców sam zaaprobował wpis o elektrowniach słonecznych na ponad pięciu tys. ha gruntów a następnie zmusił ich do tytanicznego zadania, jakim miało być składanie masowych uwag od mieszkańców, żeby ten wpis usunąć. Musieliśmy pomagać ludziom przy składaniu uwag do dokumentów, bo formularze są skomplikowane i wiele osób nie wiedziało, jak sobie z tym poradzić. Gdyby od początku była jasna rozmowa, być może sytuacja wyglądałaby inaczej. a my mamy poczucie, że wiele rzeczy działo się bez realnego poinformowania mieszkańców.
Mówicie o działaniach prowadzonych za plecami mieszkańców. Co konkretnie macie na myśli?
Inwestor, spółka Clean Energy Operator, pojawił się na terenie gminy Lisia Góra już w październiku 2023 roku. Materiały promocyjne tej firmy, z mapami, zostały opublikowane na stronie urzędu gminy i są tam nadal dostępne. Później, 30 września 2024 roku, przedstawiciele spółki byli na sesji Rady Gminy i przedstawiali szczegóły inwestycji radnym. Mówiono o wielkich farmach fotowoltaicznych, chodziło o około pół miliona paneli, a także o magazyny energii. Radni to słyszeli. Naszym zdaniem mieszkańcy powinni zostać wtedy natychmiast poinformowani.
Czyli zarzut dotyczy nie tylko wójta, ale też radnych?
Tak, bo radni reprezentują mieszkańców swoich sołectw. Jeżeli radny słyszy na sesji informacje o tak dużej inwestycji, to powinien wrócić do swojej miejscowości i zorganizować spotkanie albo przynajmniej poinformować mieszkańców. U nas w Pawęzowie tego nie było. Nie wiem, czy wynikało to z celowego działania, czy z braku uświadomienia sobie przez naszego Radnego o potencjalnym wpływie takiej inwestycji na charakter sołectwa, ale z naszej perspektywy było to nieuczciwe wobec mieszkańców.
Kiedy mieszkańcy zorientowali się, że sprawa może dotyczyć ich bezpośrednio?
W grudniu 2025 roku, przy publicznym wyłożeniu planu zagospodarowania przestrzennego dla Pawęzowa. Jeden z mieszkańców poprosił mnie, żebym poszedł i zainteresował się tym tematem. Wtedy zauważyliśmy, że z projektu planu wyłączono trzy działki. Na wyłożeniu publicznym zapytałem wójta o uzasadnienie. Odpowiedział, że chodzi o stację transformatorową, a informacje o magazynie energii określił jako nieprawdziwe.
Później, jak Pan twierdzi, wyszły na jaw dokumenty, które pokazywały szerszy kontekst?
Tak. W procedurze dostępu do informacji publicznej pozyskaliśmy pismo z 13 maja 2025 roku. Spółka Clean Energy Operator zwracała się w nim do wójta o wyłączenie działek 11, 13 i 16 przez 5 z projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Wskazywała, że chodzi o lokalizację stacji transformatorowej, rozdzielni elektroenergetycznych i bateryjnych magazynów energii. W tym samym piśmie spółka prosiła również o uwzględnienie planowanej inwestycji w opracowywanym planie ogólnym gminy Lisia Góra.
Co wydarzyło się potem?
Według dokumentów w sierpniu 2025 roku wójt wydał pozytywną decyzję dotyczącą lokalizacji celu publicznego na działkach 11 i 13. Następnie 11 września 2025 roku Rada Gminy podjęła uchwałę o wyłączeniu trzech działek z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla Pawęzowa. Mieszkańcy dowiedzieli się o tym dopiero wtedy, gdy plan został wyłożony i zaczęliśmy zadawać pytania. Dlatego pytam wprost: jak mamy wierzyć w zapewnienia, skoro wcześniej słyszeliśmy, że nie ma to związku z magazynami energii?
Władze gminy wskazują, że inwestycje mogłyby przynieść duże wpływy podatkowe. Czy to jest argument, który może przekonać mieszkańców?
Wójt mówił na zebraniu wiejskim w Pawęzowie, że może chodzić o blisko 7 milionów złotych rocznie. Później pojawiały się kwoty ponad 6 milionów. Zastępca wójta również mówił mieszkańcom, że gmina może mieć z tego duże pieniądze. Problem polega na tym, że zapytaliśmy oficjalnie o wyliczenia. Złożyliśmy wniosek w trybie informacji publicznej i otrzymaliśmy odpowiedź, że gmina takich wyliczeń nie posiada. Jeżeli więc ktoś mówi mieszkańcom o 6 czy 7 milionach złotych, to powinien pokazać, skąd te liczby się biorą.
A gdyby takie wyliczenia rzeczywiście istniały i potwierdzały wpływy na poziomie kilku milionów złotych rocznie?
Wtedy można byłoby rozmawiać. Gdyby ktoś pokazał rzetelne dane, udowodnił bezpieczeństwo inwestycji i przeprowadził realne konsultacje, można byłoby dyskutować o lokalizacji. Ale nie na zasadzie narzucenia mieszkańcom z góry, że coś ma powstać tu i teraz. Potrzebne są analizy, rozmowa i odpowiedź na pytanie, czy takie inwestycje nie ograniczą rozwoju mieszkalnictwa.
Jakie są największe obawy mieszkańców? Czy chodzi głównie o krajobraz?
Krajobraz jest ważny, bo mówimy o ogromnej skali. Nie chodzi o panele na dachu domu czy małą instalację przy firmie. Mówimy o przemysłowych elektrowniach słonecznych zajmujących setki hektarów i o wielkoskalowych magazynach energii. Ale obaw jest więcej. Mieszkańcy boją się ryzyka pożarowego, zwłaszcza przy magazynach energii. Boją się wpływu na środowisko, bioróżnorodność, rolnictwo i wartość działek. Jeżeli ktoś ma mieszkać obok wielkiej instalacji, to naturalnie pyta, czy jego nieruchomość nie straci na wartości i czy okolica nadal będzie atrakcyjna do życia.
Zwolennicy takich inwestycji mogą powiedzieć: właściciel ma prawo decydować o swoim gruncie. Czy wasz sprzeciw nie ogranicza tej wolności?
Rozumiem ten argument, ale trzeba patrzeć na całość. To są grunty rolne, często dobrej klasy. Gmina była przez lata przedstawiana jako teren o charakterze rolniczo-mieszkaniowym, co również ujęto w Strategii Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Gminy Lisia Góra na lata 2021–2030. Jeżeli nagle takie grunty mają być przeznaczane pod przemysł energetyczny, to zmienia się charakter całych miejscowości. Do tego większość właścicieli, którzy mieszkają tutaj na miejscu, nie chce tych inwestycji i wycofało się z umów. Problemem są też właściciele, którzy mają dużo gruntów, ale nie mieszkają w naszej gminie. Oni mogą czerpać zyski z dzierżawy, a konsekwencje poniosą mieszkańcy.
Wspomina Pan o braku przepisów dotyczących wielkoskalowych magazynów energii. Dlaczego to jest dla was tak istotne?
Bo dzisiaj nie mamy jasnych zasad, które określałyby na przykład minimalne odległości dużych magazynów energii od zabudowy mieszkaniowej. Nie wiemy, jakie regulacje pojawią się za kilka lat. Jeżeli kiedyś zostanie przyjęta zasada, że taki magazyn musi być oddalony od domów o określoną odległość, może się okazać, że istniejące budynki zostaną, ale rozwój mieszkaniowy wokół zostanie zablokowany. To jest realna obawa mieszkańców, bo nikt nie daje dziś jasnej odpowiedzi, jakie będą konsekwencje w przyszłości.
W sprawę zaangażował się europoseł Arkadiusz Mularczyk. Czy nie boicie się, że przez to protest zostanie przedstawiony jako polityczny?
Nie boję się tego. Oczywiście, zawsze znajdą się osoby, które będą próbowały tak to pokazać. Ale tu nie chodzi o politykę. Chodzi o obronę naszych gruntów przed zalaniem panelami słonecznymi i o bezpieczeństwo mieszkańców. Zwróciliśmy się do europosła, bo potrzebowaliśmy pomocy na wyższym szczeblu, między innymi w sprawie regulacji dotyczących tego typu infrastruktury. Jeżeli ktoś chce nam pomóc w uzyskaniu odpowiedzi, to tę pomoc przyjmujemy.
Co, z waszej perspektywy, musiałoby się stać, żeby protestujący odstąpili od procedury referendalnej?
Nasz postulat jest prosty. Skoro spółka deklaruje, że wycofuje się z tego terenu, to oczekujemy, że wójt wykreśli z dokumentów planistycznych tereny elektrowni słonecznych na tych dużych połaciach gruntów. Wtedy mieszkańcy będą mogli mieć pewność, że nie zostaną otoczeni przemysłowymi instalacjami. Do tego potrzebny jest prawdziwy dialog i dokumenty, które zabezpieczą mieszkańców, a nie tylko ustne zapewnienia.
Na koniec pytanie wprost. Jeżeli referendum doszłoby do skutku, a wójt zostałby odwołany, czy planuje Pan kandydować na wójta gminy Lisia Góra?
Nie, nie mam takich planów. Zaangażowałem się, bo mieszkańcy potrzebowali pomocy i ktoś musiał zająć się tym tematem. Wiem, że różnie się to przedstawia, ale mówię jasno: nie planuję kandydować na wójta.
Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Tarnowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Tarnowa i regionu.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kt24.pl
