Ministerstwo odpowiada w sprawie Szczucinki. Dużo ogólników, mało konkretów
Poseł Wiesław Krajewski zapytał Ministerstwo Infrastruktury o konkrety w sprawie reaktywacji linii kolejowej Tarnów – Szczucin, znanej jako Szczucinka. Odpowiedź resortu pokazuje jednak, że na najważniejsze pytania mieszkańcy regionu nadal nie dostali jasnych odpowiedzi: nie ma kosztorysu, harmonogramu, źródeł finansowania ani ostatecznego zakresu prac.
Sprawa dotyczy jednej z najczęściej komentowanych inwestycji kolejowych w regionie tarnowskim. Po zapowiedziach reaktywacji Szczucinki mieszkańcy powiatu tarnowskiego i dąbrowskiego chcą wiedzieć, czy mowa o realnym projekcie, czy tylko o politycznej deklaracji bez zabezpieczonych pieniędzy. Właśnie dlatego poseł Wiesław Krajewski skierował do ministra infrastruktury interpelację, w której zapytał wprost o finansowanie, szacunkowy koszt, etap przygotowania inwestycji, studium wykonalności i obecność projektu w dokumentach strategicznych państwa.
Odpowiedź przyszła, ale konkretów zabrakło
Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało pismem z 27 maja. Dokument podpisał z upoważnienia ministra Piotr Malepszak, podsekretarz stanu. Problem w tym, że odpowiedź ma w dużej części charakter urzędowego opisu ogólnych zasad planowania inwestycji kolejowych. Resort pisze o tym, że modernizacja i budowa infrastruktury kolejowej to proces skomplikowany, długotrwały i wymagający wieloletniego planowania. Dla mieszkańca Szczucina, Żabna, Dąbrowy Tarnowskiej czy Tarnowa nie jest to jednak żadna przełomowa informacja.
Najważniejsze jest to, czego w odpowiedzi nie ma. Ministerstwo nie wskazało, że dla Szczucinki zabezpieczono konkretne środki finansowe. Nie podało planowanego źródła finansowania całej inwestycji. Nie przedstawiło szacunkowego kosztu reaktywacji linii ani kosztów poszczególnych etapów. Nie wskazało też harmonogramu, który pozwalałby powiedzieć mieszkańcom, kiedy realnie mogliby zobaczyć pociągi na tej trasie. Po lekturze odpowiedzi trudno oprzeć się wrażeniu, że resort więcej miejsca poświęcił opisowi procedur niż samej Szczucince.
Krajewski pytał o sedno sprawy
Interpelacja posła Wiesława Krajewskiego była precyzyjna. Parlamentarzysta pytał, czy dla reaktywacji linii kolejowej Szczucinka zabezpieczono środki w budżecie państwa albo w wieloletnich programach inwestycyjnych. Domagał się wskazania, czy inwestycja miałaby być finansowana z budżetu państwa, środków unijnych, KPO, środków własnych PKP PLK czy innych źródeł. Pytał także o szacunkowy koszt, studium wykonalności, analizę ekonomiczną, dokumenty strategiczne i aktualny etap przygotowań.
To są pytania, które w regionie padają od dawna. Bo sama zapowiedź powrotu kolei na trasę Tarnów – Szczucin nie wystarczy, jeśli za nią nie idą daty, pieniądze i decyzje. W tym sensie interwencja posła Krajewskiego porządkuje dyskusję i zmusza rząd do pokazania, co naprawdę jest na stole. Na razie z odpowiedzi ministerstwa wynika przede wszystkim ostrożność, odsuwanie decyzji na później i brak twardych deklaracji finansowych.
Co faktycznie dzieje się na linii Tarnów – Szczucin
W odpowiedzi resortu pojawiły się jednak informacje o obecnych działaniach technicznych. Na nieczynnej linii kolejowej nr 115 trwa wycinka drzew i krzewów, która ma umożliwić dokładniejszy przegląd stanu infrastruktury oraz określenie wstępnego zakresu prac potrzebnych do przywrócenia połączenia. Zakończono już wycinkę krzewów na odcinku od km 16,400 do km 26,000 oraz wycinkę drzew od km 16,660 do km 19,835. Uzyskano decyzję na usunięcie kolejnych drzew od km 19,950 do km 20,980, a spółka czeka na następne decyzje dotyczące odcinka od km 21,250 do km 26,000.
Przy użyciu koparki odsłonięto tor do stacji Dąbrowa Tarnowska w km 24,767 i wykonano oględziny elementów nawierzchni toru. PKP PLK planuje też współpracę z zarządcami dróg i samorządami w sprawie przejazdów kolejowo-drogowych. Na 48 kilometrach linii znajduje się ponad 100 takich miejsc, a ministerstwo wskazuje, że ich liczba ma być ograniczona do minimum, między innymi przez budowę dróg równoległych. Nowe przejazdy miałyby mieć kategorię B albo C, zależnie od warunków lokalnych. Nie planuje się budowy skrzyżowań bezkolizyjnych.
Prognozy są, decyzji nadal nie ma
Ministerstwo przywołało także wstępne prognozy potoków pasażerskich z dokumentu dotyczącego kolejowych inwestycji infrastrukturalnych w Małopolsce. Według tych szacunków w 2040 roku w porannym szczycie w kierunku Tarnowa z odcinka Szczucin – Żabno mogłoby korzystać około 60-80 pasażerów na godzinę, a z odcinka Żabno – Tarnów około 160-210 pasażerów na godzinę. W kierunku Szczucina prognozy mówią o około 140 pasażerach na godzinę na odcinku Tarnów – Żabno oraz 30-50 pasażerach na godzinę na odcinku Żabno – Szczucin.
Tyle że prognozy nie zastępują decyzji inwestycyjnych. Resort sam przyznaje, że szczegółowy zakres przedsięwzięcia nie został dotąd określony, a przez to nie można jednoznacznie wskazać kosztów. Szacunki mają powstać dopiero po zdefiniowaniu zakresu prac i po pogłębionej ocenie stanu technicznego infrastruktury. Ostateczne decyzje dotyczące prac, harmonogramu i źródeł finansowania mają zostać podjęte po zakończeniu analiz. To oznacza, że mimo medialnych zapowiedzi Szczucinka nadal pozostaje projektem bez publicznie przedstawionej ceny, kalendarza i zamkniętego montażu finansowego.
Region potrzebuje jasnych deklaracji
Powrót kolei na trasę Tarnów – Żabno – Dąbrowa Tarnowska – Szczucin mógłby być ważnym impulsem dla północnej części regionu. Ministerstwo samo wskazuje, że regularne kursowanie pociągów może przynieść korzyści gospodarcze, nowe miejsca pracy i skrócenie czasu dojazdu do poszczególnych miejscowości. Zastrzega jednak, że znaczenie będzie miała także atrakcyjna oferta przewozowa przygotowana przez organizatora publicznego transportu zbiorowego, czyli Marszałka Województwa Małopolskiego.
Mieszkańcy dostali więc z Warszawy odpowiedź, ale nie dostali rozstrzygnięcia. Po ponad miesiącu od interpelacji wciąż nie wiadomo, ile inwestycja ma kosztować, z czego zostanie sfinansowana i kiedy mogłaby wejść w etap realizacji. Dlatego pytania postawione przez posła Wiesława Krajewskiego pozostają aktualne. Jeśli rząd mówi o reaktywacji Szczucinki, powinien pokazać nie tylko dobre intencje, ale też pieniądze, terminy i odpowiedzialnych za wykonanie zadania.
Mieszkańcy regionu tarnowskiego zasługują na jasną odpowiedź, a nie na urzędowe ogólniki. Zapytałem o rzeczy podstawowe: czy są pieniądze, ile ta inwestycja ma kosztować i kiedy może zostać zrealizowana. Jeżeli rząd zapowiada reaktywację Szczucinki, powinien pokazać konkretny plan, źródła finansowania i harmonogram. Będę dalej pilnował tej sprawy, bo kolej Tarnów – Szczucin to nie temat do odkładania na później, ale realna potrzeba mieszkańców północnej części region – mówi w rozmowie z Kurierem Tarnowskim poseł Wiesław Krajewski.
Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Tarnowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Tarnowa i regionu.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kt24.pl

Tylko i wyłącznie trasa rowerowa ma sen dla mieszkańców tak jak chcieli tego ale i na to nie było pieniędzy kolej niema sensu za takie pieniądze to sie nigdy nie zwróci
Ciężko jest się dopatrzeć obiektywizmu w artykule i nie dostrzec prymitywnego PR-u na rzecz posła Krajewskiego.W sytuacji, w której tor jest zarośnięty i nie wiadomo w jakim jest stanie, nie da się okreslić kosztów inwestycji, a co zatem – zabezpieczyć na nią środków. Gdyby ktoś to zrobił- byłoby to nieodpowiedzialne.
To co się daje zrobić teraz to ocenić ile to będzie kosztowało i czy to aby ekonomicznie ma sens, bo może dla 200 osób/h wystarczy kupić kilka autobusów i Koleje Małopolskie ogarną temat. I to jest robione.
Żal można mieć do Kosiniaka, że bez sprawdzenia czy to ma sens palnął o reaktywacji, ale można go zrozumieć – mógł założyć, że ludzie to lubią po tym, jak ekipa PiS kopletnie bez przemyślenia i jakiegokolwiek sensu nie tylko deklarowała, ale i wydawała miliardy na poronione koncepcje typu przekop przez Mierzeję Wiślaną, że o fabryce Izery nie wspomnę. Patrząc na wyniki wyborów w regionie mógł Kosiniak uznać, że tutejszy lud takie rzeczy lubi 🙂