Najpierw słowa, potem uspokajanie. Tarnów nie da się tak traktować [FELIETON]
Są takie momenty, gdy mieszkańcy Tarnowa nie potrzebują politycznych gierek, korporacyjnej nowomowy ani PR-owych konferencji „dzień po”. Potrzebują szacunku. I właśnie tego szacunku w ostatnich dniach ze strony Grupy Azoty dramatycznie zabrakło.
Bo jak inaczej odczytać słowa nowego prezesa, że siedziba koncernu jest w Tarnowie „tylko i wyłącznie ze względu na pewną strategiczną operację”? Jak inaczej zrozumieć sugestię, że najsłabsze ogniwa są „kulą u nogi” tych, którzy wykonali swoją pracę? W mieście, które dało Azotom historię, markę, ludzi i sto lat przemysłowej tożsamości, takie wypowiedzi brzmią jak polityczna i gospodarcza prowokacja.
Nie dziwi więc wtorkowa konferencja przed siedzibą spółki. Samorządowcy, związkowcy, parlamentarzyści – wszyscy stanęli ramię w ramię, bo stawka jest zbyt wysoka, by milczeć. Nie chodzi wyłącznie o prestiżowy adres w KRS. Chodzi o tysiące rodzin, o miejsca pracy, o lokalne firmy żyjące z kooperacji z Azotami, o cały gospodarczy krwiobieg Tarnowa i regionu.
I nagle, dzień później, dostajemy kontrkonferencję. Prezes chyba po raz pierwszy wreszcie przyjeżdża do Tarnowa i przekonuje, że nie ma żadnych planów przenosin. Tylko że problem nie polega już na samych planach. Problem polega na utracie zaufania.
Bo jeśli zarząd pracuje na co dzień w Warszawie, bo „bliżej do banków”, jeśli najważniejsze decyzje zapadają setki kilometrów od Mościc, jeśli o Tarnowie mówi się w kategoriach najmniejszego zakładu, a nie miejsca narodzin całego chemicznego giganta, to mieszkańcy mają pełne prawo czuć, że grunt usuwa im się spod nóg.
Nie można najpierw rzucać słów, które brzmią jak zapowiedź marginalizacji Tarnowa, a potem obrażać się na reakcję ludzi, tu, w Tarnowie. Nie można mówić o „narracjach medialnych”, gdy to właśnie własne wypowiedzi zarządu tę narrację uruchomiły. To nie media stworzyły niepokój. Stworzyła go nieostrożność, a może coś znacznie gorszego – testowanie, jak daleko można się posunąć.
Najbardziej gorzki jest jednak kontekst. Za rok Grupa Azoty będzie świętować 100-lecie. Sto lat historii, której nie byłoby bez Tarnowa. I właśnie teraz, zamiast jasnej deklaracji, mieszkańcy dostają korporacyjne uniki, tłumaczenia logistyką Warszawy i opowieść o restrukturyzacji długu po błędach, za które nie odpowiadali pracownicy z Mościc.
Dziesięć miliardów długu nie wzięło się z Tarnowa. Nie stworzyli go ludzie, którzy przez dekady budowali wartość tej marki. Dlatego dziś to Tarnów ma pełne moralne prawo powiedzieć „dość”.
Bo Tarnów nie jest żadną kulą u nogi. Tarnów jest miejscem, od którego wszystko się zaczęło.
I jeśli nowy zarząd tego nie rozumie, to problem Grupy Azoty jest znacznie poważniejszy niż same finanse.
