Patryk Wild: reaktywacja linii do Szczucina nie może blokować myślenia o przyszłości regionu
Po spotkaniu w Starostwie Powiatowym w Tarnowie, poświęconym wznowieniu ruchu kolejowego na trasie Tarnów–Szczucin i dalszym kierunkom rozwoju kolei, rozmawiamy z Patrykiem Wildem, wiceprezesem Stowarzyszenia Tak dla CPK, jednym z ekspertów uczestniczących w debacie o przyszłości transportu kolejowego w regionie tarnowskim i dąbrowskim, współautorem koncepcji „szprych” pierwotnej wersji komponentu kolejowego Centralnego Portu Komunikacyjnego.
To było pierwsze tak szerokie robocze spotkanie dotyczące reaktywacji tzw. „Szczucinki”. Jakie wnioski płyną z tej dyskusji?
Wszyscy są zgodni co do jednego – kolej na tę trasę powinna wrócić. Różnice pojawiają się w wizji skali projektu. Jedna koncepcja zakłada szybkie uruchomienie połączenia Tarnów – Szczucin jako linii lokalnej. Druga patrzy na nią szerzej: jako na element większego układu transportowego, z mostem na Wiśle, połączeniem z Buskiem-Zdrojem, Kielcami i dalej z Warszawą. I to nie są niuanse, bo mówimy o zupełnie innym wpływie na rozwój całego regionu.
Czyli reaktywacja linii lokalnej to za mało?
Dla powiatu dąbrowskiego – jest to absolutnie kluczowe i potrzebne. Natomiast z perspektywy Tarnowa, Sądecczyzny i południowo-wschodniej Małopolski istotne jest coś więcej. Mówimy o korytarzu transportowym, który łączy ten obszar z centralnym węzłem kraju – Warszawą i Centralnym Portem Komunikacyjnym. To dawna idea tzw. szprychy kolejowej, tylko realizowana poprzez nową lub zmodernizowaną infrastrukturę.
Jakie znaczenie miałaby taka inwestycja dla mieszkańców?
Ogromne. Nowoczesna linia o parametrach magistralnych – nawet jeśli w pierwszym etapie byłoby to 160 km/h – pozwoliłaby na realne skrócenie czasu przejazdów. Dąbrowa Tarnowska byłaby oddalona od Tarnowa o kilkanaście minut, a połączenie Tarnów – Nowy Sącz mogłoby zająć około 20–25 minut. To oznacza możliwość codziennych dojazdów do pracy, szkół, uczelni czy placówek medycznych i de facto połączenie dwóch aglomeracji w jeden obszar funkcjonalny liczący około pół miliona mieszkańców.
A co z argumentem, że najprościej i najszybciej reaktywować istniejącą linię?
To prawda – reaktywacja „Szczucinki” w obecnym śladzie jest najszybszym sposobem przywrócenia kolei. Nie wymaga masowych wykupów gruntów ani długich procedur środowiskowych. Trzeba jednak jasno powiedzieć: to linia lokalna, zaprojektowana ponad 100 lat temu, z geometrią pozwalającą na prędkości rzędu 80–100 km/h. Próby wyciśnięcia z niej parametrów magistrali oznaczałyby gigantyczne koszty i w praktyce nie mają sensu.
Czyli oba projekty powinny istnieć równolegle?
Dokładnie tak. Reaktywacja linii Tarnów–Szczucin powinna być pierwszym etapem – szybkim i pragmatycznym. Natomiast równolegle trzeba projektować nową linię o znaczeniu regionalnym i ponadregionalnym. To nie są projekty konkurencyjne: one się uzupełniają. Dzięki skoordynowanym rozkładom jazdy pasażer mógłby wybrać: wolniejszy pociąg lokalny lub szybkie połączenie międzyregionalne z przesiadką, na przykład w Dąbrowie Tarnowskiej.
Na spotkaniu pojawił się też temat elektryfikacji i nowoczesnego taboru.
Tak, to bardzo ważny wątek. Jeśli myślimy kompleksowo, możemy zaplanować infrastrukturę w taki sposób, by jedna podstacja trakcyjna zasilała zarówno przyszłą linię magistralną, jak i linię lokalną. Dzięki temu możliwe byłoby wykorzystanie nowoczesnych pociągów akumulatorowych – zeroemisyjnych, finansowanych ze środków europejskich. Ale takie rozwiązania da się wdrażać tylko wtedy, gdy projektuje się całość od początku do końca, a nie etapami „na skróty”.
Pojawiło się też sporo sceptycyzmu wobec deklaracji politycznych. W tym roku mija 10 lat kiedy obecny szef MON, poseł Ziemi Tarnowskiej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiadał, że reaktywacja ,,Szczucinki” jest już blisko, tuż za rogiem.
Deklaracje słyszymy od lat, dlatego dziś trzeba powiedzieć „sprawdzam”. Jeżeli rząd, co dziś słyszeliśmy od przedstawiciela Władysława Kosiniaka-Kamysza, traktuje połączenie do Buska i dalej jako kolejny etap, to kilkadziesiąt milionów złotych na dokumentację nie jest żadnym problemem dla budżetu państwa. Dokumentacja to 3-4 lata pracy. Reaktywację linii do Szczucina można realizować szybciej, równolegle, bez blokowania większej wizji.
Z jakim nastawieniem opuszcza Pan Tarnów po tym spotkaniu?
Z umiarkowanym optymizmem. Cieszy mnie, że padły jasne słowa o potrzebie dalszego połączenia do Buska-Zdroju. Traktuję to jako deklarację, ale polityków ocenia się po czynach, nie po słowach. Jeśli w najbliższych miesiącach zobaczymy konkretne decyzje o finansowaniu dokumentacji, będzie to sygnał, że region tarnowski naprawdę zaczyna wracać na kolejową mapę Polski – nie tylko lokalnie, ale i strategicznie.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
