Radni bezradni. Pięć głosowań nie wyłoniło przewodniczącego. Czarny dym nad Salą Lustrzaną
Tarnowska Rada Miejska znalazła się w głębokim impasie personalnym. Czwartkowa sesja (23 kwietnia), która miała wyłonić następcę Małgorzaty Mękal, przypominała wielogodzinne, bezowocne „konklawe”. Mimo przeprowadzenia aż pięciu tur tajnych głosowań, żadnemu z kandydatów nie udało się zdobyć wymaganej większości 12 głosów. Ostatecznie, po trzech godzinach politycznych przepychanek, radni jednogłośnie zdecydowali o zamknięciu punktu obrad i odłożeniu decyzji do maja.
„Nieważny” opór klubu prezydenckiego
Do walki o fotel przewodniczącego stanęło dwoje kandydatów: Edyta Kowalska z Koalicji Obywatelskiej oraz Mirosław Biedroń z Prawa i Sprawiedliwości. Kalkulując na logikę, Kowalska – przy poparciu 8 radnych KO i 5 radnych z prezydenckiego klubu Nasze Miasto Tarnów (NMT) – powinna wygrać bez trudu. Stało się jednak inaczej.
W każdej z pięciu tur Edyta Kowalska uzyskiwała zaledwie 8 głosów, co oznacza, że poparł ją wyłącznie jej własny klub. Radni NMT, mimo braku własnego kandydata, konsekwentnie oddawali 4 głosy nieważne, skutecznie blokując nominację. Mirosław Biedroń (PiS) każdorazowo gromadził 10 głosów (poparcie klubu PiS oraz koła TAK dla Tarnowa), co również nie dawało mu zwycięstwa. Tomasz Żmuda z NMT tłumaczył tę postawę „brakiem pola do wyboru” i zaskoczeniem po rezygnacji poprzedniej przewodniczącej.
Spór o doświadczenie
W kuluarach jako główny powód blokady Edyty Kowalskiej wskazywano jej krótki, zaledwie dwuletni staż w radzie miejskiej. Sytuacji nie opanowały nawet mediacje prezydenta Jakuba Kwaśnego oraz obecnego na sali posła Roberta Wardzały. Próba porozumienia na „zapleczu” zakończyła się fiaskiem, a kolejne tury głosowań tylko potwierdzały trwałość podziałów. Fiasko wyboru pokazuje, że mimo częstego wspólnego głosowania KO i klubu NMT, w tarnowskim samorządzie brakuje formalnej i stabilnej koalicji. Do czasu majowej sesji obradom przewodniczyć będą wiceprzewodniczący: Grażyna Barwacz oraz Mirosław Biedroń.
