22 lutego 2024
Wywiady

Ryszard Pagacz: Liczę na dobrą współpracę

Rozmowa z Ryszardem Pagaczem, przewodniczącym Rady Miejskiej w Tarnowie oraz szefem klubu radnych PiS.

 

Pana nazwisko już na stałe zapisze się w historii miasta. Jest Pan jednym ze współorganizatorów jakże ważnych uroczystości związanych z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. 

Kiedy trzy lata temu obejmowałem mandat radnego Rady Miejskiej w Tarnowie nie spodziewałem się, że przyjdzie mi zasiąść także w fotelu przewodniczącego. Jeszcze raz gratuluję Kazimierzowi Koprowskiemu i życzę mu powodzenia w pracy w Ministerstwie Edukacji.  Dziękuję wszystkim radnym za ciepłe słowa i wsparcie, którego doświadczyłem podczas styczniowej sesji Rady Miejskiej. Liczę na konstruktywną współpracę, która zaowocuje dobrymi uchwałami dla naszego miasta. Natomiast jeśli chodzi o obchody związane z rocznicą odzyskania niepodległości, jestem przekonany, że Tarnów będzie świętował godnie!

Będzie Pan wprowadzał autorskie pomysły do planów obchodów?

Należy pamiętać, że zostało nam tak naprawdę bardzo niewiele czasu. Dlatego bardziej należy mówić o kontynuacji, skądinąd słusznych i ciekawych inicjatyw związanych z tą ważną rocznicą. Chcemy, aby Tarnów mocno wyróżniał się na tle innych miast świętujących odzyskanie niepodległości. Wspomnę chociażby o pomyśle ustawienia w Tarnowie pomnika Józefa Piłsudskiego. Jesteśmy już po spotkaniu z projektantem i jestem naprawdę zbudowany. Ustaliliśmy również  harmonogram działania, który doprowadzi nas do odsłonięcia pomnika 11 listopada.

Możliwe jest, że jak 10 lat temu w związku z obchodami niepodległościowymi do Tarnowa przyjechał prezydent Lech Kaczyński, tak i teraz do naszego miasta zawita prezydent Andrzej Duda? Będzie Pan zabiegał o tą wizytę?

Byłaby to dla nas wielkie wyróżnienie. Jednak nie zapominajmy, że obowiązki głowy państwa są liczne, dlatego dopięcie wizyty będzie trudne, ale będziemy się starać. Rysuje się pewna szansa, gdyż prezydent Andrzej Duda ma patronat nad obchodami niepodległościowymi w niedalekim Łowczówku i niewykluczone, że pojawi się na tym wydarzeniu. Dlatego będziemy zabiegać, żeby odwiedził również Tarnów.

Od samego początku tej kadencji dał się Pan poznać, jako osoba, dla której historia jest bardzo ważna. Dowodem na to jest chociażby forsowanie projektu o Izbie Pamięci w dawnej siedzibie gestapo. Na jakim etapie jest to zadanie?

Historia jest moim zamiłowaniem, co wynika z wychowania i ukształtowania. Po prostu lubię historię, nie tylko Polski. W mojej poprzedniej pracy przypominaliśmy tarnowianom, co dziś okazuje się mocno trafione, że to Niemcy w 1939 roku napadły na Polskę, a nie odwrotnie. Poprzednie ekipy rządzące przechodząc do codzienności w tym temacie doprowadziły do marginalizacji ważnych historycznych dat. Izba Pamięci na ul. Urszulańskiej, gdzie w czasie wojny była siedziba gestapo, jest jednym z elementów przywracania pamięci. To w tym miejscu, w piwnicach, katowano Polaków. Chcieliśmy przypomnieć, że Tarnów ma również swoistą aleję Szucha.  To nam się udało, ale na tym jednak nie poprzestajemy. Nasz projekt zakłada działania wieloletnie. Szkoda tylko, że dopiero gdy postawiliśmy pod ścianą prezydenta Romana Ciepielę, zaczął on dostrzegać wagę tego przedsięwzięcia.

Historia ostatnich tygodni i larum jakie jest podnoszone w związku z ustawą o IPN, jedynie potwierdza, że mieliśmy racje i należy Polakom przypominać tragiczne fragmenty z naszej historii, aby z czasem nie okazało się, że będziemy przepraszać za wywołanie II Wojny Światowej. Nie możemy pozwolić na przemilczenie pewnych tematów, zamazywanie i zniekształcanie historii.

Wracając do Izby Pamięci, czekamy teraz na wizualizację oraz wykup powierzchni w tej kamienicy, aby zlokalizować tam liczne zbiory. Izba będzie interaktywna, ale również będzie odwzorowywać stan pomieszczeń właśnie z czasów wojny.

Dzięki temu projektowi stworzymy żywy pomnik historii oraz upamiętnimy w ten sposób ofiary niemieckich zbrodniarzy.

Wszedł już Pan mocno w buty przewodniczącego Rady Miejskiej?

Przewodniczący musi być zawsze lepiej przygotowany do sesji niż radni, ponieważ to właśnie na nim spoczywa obowiązek przygotowania i prowadzenia obrad. Wiadomo, że także i w tym wypadku potrzebny jest czas, aby się przyzwyczaić. Kazimierz Koprowski będąc przewodniczącym Rady Miejskiej ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Zapraszam mieszkańców w każdy poniedziałek od godz. 16., do Kancelarii Rady Miejskiej, gdzie możemy porozmawiać o naszym mieście podczas mojego dyżuru.

Podczas najbliższej sesji przedstawiciele Kauflandu przedstawią swoją koncepcję zagospodarowania terenów po Owintarze. Pan wierzy, że uda się wreszcie w tej sprawie osiągnąć jakikolwiek kompromis?

Oczywistym jest, że obecny stan rzeczy jest trudny do zaakceptowania. Księżycowy krajobraz panujący w tej części miasta to powód do wstydu. Mamy też świadomość, że większość tego terenu jest w rękach prywatnych przedsiębiorców, dlatego mamy mocno ograniczone możliwości. Trąci to paradoksem, że tworzymy koncepcje, ale nie na swoim terenie. Wierzę jednak, że ostatecznie uda się wypracować kompromis, który uwzględni interesy właścicieli, ale również miasta. Mam nadzieję, że uda się nam przekonać wszystkie strony do rozmowy o przyszłości tego terenu i wypracujemy spójną koncepcję.

 

 Podczas styczniowej sesji przyjęliście budżet miasta na ten rok. Jest Pan zadowolony z ostatecznego kształtu planu wydatków i dochodów miasta?

Tak naprawdę z tego budżetu nie jest zadowolony chyba nikt. Na szczęście udało nam się wprowadzić sporo poprawek. Jednak tak to chyba już będzie zawsze, że będziemy się różnić w wizji i czasie realizacji inwestycji. Tu raczej nie spieramy się o zasadność, ale o kolejność realizacji. Wszystkiego nie zrobimy w jednym czasie, ponieważ braknie nam pieniędzy. Cieszę się, że udało się skonsumować znakomitą większość naszych poprawek.

Naszym celem było dokończenie pewnego cyklu remontów dróg osiedlowych, których stan pozostawiał wiele do życzenia. Chcieliśmy także większe środki skierować do takich dzielnic jak Krzyż, czy Klikowa. Mieszkańcy z tych rejonów mogli się czuć przez lata pomijani, ale dzięki zabiegom radnych z klubu PiS coś w tym temacie jednak drgnęło. Tarnów to nie tylko centrum, ulica Krakowska i ulica Lwowska. Mieszkańcy Krzyża, czy Klikowej nie powinni być traktowani gorzej.

AntyPiS – tak można nazwać wydawnictwo, które ukazuje się od początku roku. Kreuje się w nim wizerunek radnych z PiS jako nieudaczników. W kontekście zbliżających się wyborów samorządowych należy się zatem spodziewać bardzo brutalnej kampanii?

Nie chcę tego szeroko komentować. Żyjemy w wolnym kraju i każdy po spełnieniu wymogów formalnych może wydawać różne materiały, pisać różne artykuły. Gdybyśmy byli w kampanii, zapewne w trybie wyborczym pozwy trafiałyby przed oblicze sądu. Co do samej kampanii wyborczej, nie będzie się ona zbytnio różniła od poprzednich.

 

Kto przegrał walkę o lokalizację Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej?

Idea powstania tego Instytutu zrodziła się jako projekt międzynarodowy, negocjowany przez ówczesny rząd Beaty Szydło. Warto podkreślić, że ten Instytut ma zajmować się teraźniejszością, a nie historycznymi związkami obu krajów. Historią bardzo dobrze zajmują się Towarzystwa Przyjaciół Węgier oraz inne organizacje. Wyjaśnić też trzeba, że jeśli nasi partnerzy proponowali jako siedzibę stolicę, to zachowując równowagę rangi miejsca, Polska swój Instytut zlokalizowała również w stolicy. Symetria musiała być zachowana. Nikt nie neguje oczywistych faktów historycznych łączących nasze miasto z Węgrami, ale jeszcze raz zaznaczam, że w tym wypadku chodzi o aktualną współpracę, a nie historię. Patrząc na obecne uwarunkowania geopolityczne, trudno było oczekiwać, że prezydenci, ambasadorzy, dyplomaci będą jeździć do Tarnowa zamiast do Warszawy. W stolicy krzyżują się drogi najważniejszych osób i choćby dlatego Instytut musiał zostać tam zlokalizowany. Niemniej jednak od początku mówi się, że w Tarnowie może powstać oddział, który mógłby wspierać działania Instytutu.

Warto zwrócić uwagę jak wykreowano nagle cały problem związany z siedzibą Instytutu. W Sejmie jeden z posłów Nowoczesnej wrzucił poprawkę o zmianie lokalizacji siedziby, aby potem posłowie PO i Nowoczesnej odrzucili pomysł powołania do życia Instytutu. To dzięki głosom Prawa i Sprawiedliwości projekt był jednak dalej procedowany, a prezydent Ciepiela mógł jechać do Warszawy na komisję senacką… Wrzutka posłów z Tarnowem to tak naprawdę przedwyborczy chwyt propagandowy, o czym świadczy również obecność jednej z tarnowskich telewizji, która akurat wtedy ,,przypadkiem” była Sejmie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.