11 kwietnia 2026
Wywiady

„Tarnów to nie przypadek”. Poseł Wiesław Krajewski ostro o władzach Grupy Azoty i rządzie Tuska

Sytuacja Grupy Azoty budzi dziś ogromne emocje – szczególnie w Tarnowie, gdzie od lat bije serce jednego z najważniejszych koncernów chemicznych w Europie. O przyszłości spółki, kontrowersyjnych słowach prezesa Marcina Celejewskiego oraz obawach o możliwe marginalizowanie Tarnowa rozmawiamy z posłem Prawa i Sprawiedliwości Wiesławem Krajewskim.

 

Panie Pośle, po ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii i aktywów państwowych i Pana precyzyjnych pytaniach do prezesa Grupy Azoty  w Tarnowie zawrzało. Czy mieszkańcy mają się czego obawiać?

Niestety tak. To, co usłyszeliśmy z ust prezesa Marcina Celejewskiego, było dla mnie szokujące. Padły słowa, które można odebrać jako deprecjonowanie roli Tarnowa w całej Grupie Azoty. Mówienie, że siedziba w Tarnowie jest wyłącznie efektem „pewnej strategicznej operacji”, brzmi wręcz jak przygotowywanie gruntu pod odebranie miastu jego historycznej roli. Tarnów nie jest żadnym przypadkiem. To tutaj narodziła się potęga polskiej chemii.

Największe emocje wywołało stwierdzenie, że tarnowski zakład jest dziś „najmniejszy ze wszystkich”.

To była wypowiedź butna, arogancka i – nie boję się tego powiedzieć – pełna pogardy wobec Tarnowa. Prezes od czterech tygodni kieruje Grupą Azoty i przez ten czas nawet nie pojawił się w mieście, w którym formalnie mieści się centrala koncernu. Zarządza z warszawskiego biura i z tej perspektywy próbuje pouczać tarnowian, czym jest ich własny zakład. To pokazuje kompletny brak wyczucia i szacunku dla tradycji firmy.

Czy obawia się Pan, że Tarnów może stracić status siedziby Grupy Azoty?

Nie wyobrażam sobie takiego scenariusza i zrobię wszystko, by do tego nie dopuścić. W 2027 roku będziemy obchodzić 100-lecie decyzji o budowie Zakładów Azotowych w Tarnowie. To ma być jubileusz dumy i siły, a nie rocznica upadku znaczenia miasta. Tarnów zasługuje na jasne deklaracje, a nie na warszawskie półsłówka i menedżerskie ogólniki.

Prezes mówił o restrukturyzacji i o tym, że część spółek w grupie jest „kulą u nogi”. Jak Pan to odbiera?

To bardzo niebezpieczna narracja. Takie słowa w ustach prezesa mogą oznaczać przygotowanie opinii publicznej pod cięcia, ograniczanie inwestycji albo przesuwanie kompetencji poza Tarnów. Tym bardziej, że słyszymy to w momencie, gdy cała branża chemiczna zmaga się z dramatycznie wysokimi kosztami energii, fatalną polityką klimatyczną Unii Europejskiej i rosnącą konkurencją z zagranicy. Zamiast realnego wsparcia mamy chaos zarządczy i polityczne nominacje rządu Donalda Tuska.

Wspomniał Pan o rządzie. Gdzie widzi Pan największą odpowiedzialność obecnej władzy?

W Ministerstwie Aktywów Państwowych i na poziomie premiera Donalda Tuska. To rząd odpowiada dziś za nadzór nad strategicznymi spółkami Skarbu Państwa. Tymczasem mamy sytuację, w której nowy prezes zaczyna urzędowanie od podważania znaczenia Tarnowa, zamiast uspokoić pracowników, rolników i lokalną społeczność. To pokazuje brak planu dla Grupy Azoty i brak zrozumienia, jak kluczowy jest ten koncern dla bezpieczeństwa gospodarczego Polski.

Jakie mogą być skutki dla rolnictwa?

Ogromne. Grupa Azoty to nie jest zwykła spółka – to fundament polskiego rolnictwa. Ceny nawozów już dziś mocno uderzają w gospodarstwa rolne i obniżają rentowność produkcji. Jeśli dojdzie do dalszego osłabiania spółki, skutki odczują nie tylko pracownicy Tarnowa, ale rolnicy w całej Polsce. To jest kwestia bezpieczeństwa żywnościowego państwa.

Co dalej?

Wystąpiłem do Ministerstwa Aktywów Państwowych o konkretne wyjaśnienia. Będę konsekwentnie domagał się jasnych odpowiedzi dotyczących przyszłości Tarnowa w strukturze Grupy Azoty. Nie ma zgody na traktowanie naszego miasta jak dodatku do warszawskich decyzji. Tarnów zbudował tę markę przez dziesięciolecia i nie pozwolimy, by dziś ktoś jednym zdaniem próbował ten dorobek podważyć.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *