Tomasz Olszówka: W tym roku na Sylwestra jedziemy miejskim rowerem, czyli (de)mobilny Tarnów! [FELIETON]

Dziś wakacyjnie, a więc w lżejszym tonie. Mocno trzymam kciuki za grono młodych zapaleńców, którzy pod patronatem Naszego Miasta Tarnów jadą zrestaurowanym camperem do Gibraltaru. Przeszli już pierwszy chrzest bojowy związany z naprawą auta. Wiem, że wszędzie są witani z wielką sympatią i serdecznością. Zgoła odwrotnie niż „przywitano” ich w magistracie, gdy przyszli prosić o wsparcie ich inicjatywy, proponując w zamian głoszenie wszem i wobec, że „Tarnow is probably the best city in the world”. Po głębszym namyśle chyba zrozumiałem powód odmowy ze strony naszego włodarza. No bo niby czym się w ostatnich latach chwalić?

Nie daj Boże zaczęliby opowiadać, jak ich rodzinne miasto promuje tych, co miast truć ołowiem rodaków jeżdżą rowerami. Dla higieny, ekologii i zdrowotności. Jak to na środku wyznaczonej trasy dla sprawdzenia refleksu drogowcy wbiją znak drogowy, jak to ćwicząc ekwilibrystykę trzeba się ratować, by nie wpaść w żywopłot. A, szkoda gadać. Przecież sami widzimy, co jest grane.

No, ale będziemy mieli za to wypożyczalnię rowerów. Za 10 „dużych baniek”, czyli z przytupem! To nic, że dopiero na jesień. Przecież każdy wie, że ulubioną porą cyklistów na rowerowe wycieczki rodzinne są listopadowe szarugi lub grudniowy mróz. Po co czekać do wiosny, jak zrobili to w Częstochowie? Obstawiam, że uroczyste otwarcie tej cennej inwestycji, która przysporzy wielu nowych miejsc pracy w Tarnowie i ściągnie do nas poważnych inwestorów, nastąpi niedługo przed 21 października. Dlaczego wtedy? To proste, z nieoficjalnych informacji wiadomo, że to na ten dzień premier Mateusz Morawiecki ma wyznaczyć termin wyborów samorządowych. Mam tylko nadzieję, że nie będzie w tym roku zimy stulecia, bo trzeba byłoby wraz z pierwszym przebiśniegiem wymieniać cały tabor rowerowy. Czytam propagandówkę z ulicy Mickiewicza. Trafiłem tam na mapkę planowanych w przyszłości tras rowerowych. Przypomina ona analizę meczu piłki nożnej wykonaną przez Jacka Gmocha. Kresek tyle, że grecki labirynt to pikuś. Liczyłem na większą kreatywność władz miasta. Bo do dzisiaj trzymam w szufladzie wizualizacje stadionu miejskiego w Mościcach. Santiago Bernabeu przy tej wizji się rumieni z kompleksów. I co? I wyszły z tego nici. A żużlowcom zagląda w oczy widmo jeżdżenia w I lidze. Bo reprezentacyjny stadion miasta przypomina raczej ruiny teatru antycznego niż obiekt na miarę cywilizacji XXI stulecia. Ale, jak to mawiają, papier zniesie wszystko z wyjątkiem jajka.

Przepraszam za dygresję, bo miało być o rowerzystach i dla rowerzystów. Zapytam wprost: ile kilometrów „Dróg rowerowych” oddano w mieście od 2015 roku? 5,5 km (słownie: pięć i pół kilometra). Bo w Tarnowie nie ma „dróg rowerowych” tylko „ciągi pieszo-rowerowe”.

Żeby nie było, że się tylko wyzłośliwiam, przedstawiam autorski projekt Naszego Miasta Tarnów w kwestii rozwiązań mobilnych. Szczegóły znajdziecie na moim profilu facebookowym, gdzie serdecznie zapraszam. Podyskutujmy, proponujcie tematy, my damy konkretne pomysły na ich rozwiązanie.

Do zobaczenia na łamach „Kuriera Tarnowskiego”, do zobaczenia w sieci. A przede wszystkim do zobaczenia na ulicach naszego miasta Tarnowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *