Piotr Górnikiewicz: Czas na zmianę pokoleniową

Rozmowa z Piotrem Górnikiewiczem, radnym Rady Miejskiej oraz działaczem klubu Grupa Azoty UKS Jedynka Tarnów

Jest Pan jedyną osobą w składzie Rady Miejskiej, która zna na wylot środowisko sportowe, mechanizmy, które nadają bieg różnym sprawą w świecie sportu, wie jak w realny sposób wydatkowane są przez kluby pieniądze. Po uchwaleniu nie tak dawno budżetu miasta, możemy mówić o jakiejkolwiek poprawie jeśli chodzi o finansowanie sportu w Tarnowie?

Operacja się udała, ale obawiam się o los pacjenta. Udało nam się wywalczyć zwiększenie nakładów na sport, ale nadal jest to niewystarczająca kwota, aby zaspokoić oczekiwania całego środowiska sportowego. Nie trzeba daleko szukać, aby przekonać się o tym, że z kasą u nas nie jest najlepiej. W pobliskim Mielcu na sport wydawanych jest grubo ponad 5 milionów złotych. W Dąbrowie Górniczej miasto finansuje dwie drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej łożąc na nie ok. 4 miliony złotych. A w Tarnowie? Na sport idzie ledwo milion złotych.

Ledwo?

Zarówno Czytelnicy, jak i pan słyszał o walce środowisk związanych z kultura i sportem o zwiększenie kwot zapisanych w budżecie. Nawet obecne zapisy, już po podwyżkach, są skandalicznie niskie. Niecały milion złotych, który udało się wyszarpać prezydentowi Ciepieli z budżetu to naprawdę jest kroplą w morzu potrzeb.

Przecież ,,Rozsądny” Roman Ciepiela chwali się rekordowym budżetem, rekordowymi nakładami na inwestycje. Owszem, cichym głosem mówi o astronomicznym zadłużeniu miasta, ale tylko milion złotych na sport to raczej jałmużna? Prezydent przecież pokazuje się na rowerze, chyba też jest pływakiem, czyli wydaje się, że powinien być szczególnie uwrażliwiony na potrzeby środowisk sportowych.

Niestety, jesteśmy w takich, a nie innych realiach. Władza w naszym mieście nie rozumie tego, z czego sprawę zdali sobie decydenci w Mielcu, gdzie jeden z wiceprzewodniczących tamtejszej rady podkreśla, że wsparcie najlepszych drużyn jest wizytówką ich miasta i świetnym narzędziem promocyjnym. Póki w Urzędzie Miasta nie zmieni się tok myślenia, nakłady na sport będą nadal skandaliczne niskie. Prezydenta nie udało się przez trzy ostatnie lata przekonać, tak samo nie udało się go przekonać i teraz, że sport to najlepszy nośnik promocji naszego miasta w kraju i nie tylko.

Jako radni SLD nie wzięliście udziału w głosowaniu nad budżetem. Nie chcieliście przyłożyć ręki do zarżnięcia kondycji finansowej Tarnowa?

W tym budżecie jest kilka fajnych projektów, którym warto kibicować, ale decydującą kwestią jest niestety kolosalne zadłużenie, które zaplanował prezydent Ciepiela. Ubiegły rok unaocznił nam po raz kolejny, ze mamy ogromne problemy z realizacją inwestycji i ich terminowością. Dlatego nie rozumiem dlaczego teraz dokładamy sobie więcej zadań, zaciągamy kredyty. W tym budżecie nie ma swoistych kół zamachowych, które pchną nasze miasto na ścieżkę rozwoju. To w większości zwykłe administrowanie, polegające na naprawach dróg i innych remontach. Tak duże zadłużenie nie poprawi naszej kondycji.

Prezydent niby tłumaczy, że to ostatnia szansa, aby sięgnąć po unijną kasę. Król jest jednak nagi, ponieważ okazuje się, że ledwo 20 z ponad 150 inwestycji ma dotację unijną.

Prezydent swoje wizje tłumaczy zawsze w specyficzny sposób. To kolejny budżet prezydenta Ciepieli, w którym nie ma żadnego zapisu, który dałby nadzieję, że za kilka lat będziemy miastem rozwijającym się lub z lepszymi perspektywami.

Jest Pan działaczem sportowym, silnie związanym z siatkarkami Grupy Azoty UKS Jedynka. Jesteście beneficjentami środków z miasta. Jak wygląda Wasza codzienność i łatanie budżetu?

Dziś sport jest oparty na pieniądzach. Klub musi mieć zabezpieczenia finansowe, aby w trakcie sezonu nie mieć dodatkowych problemów poza formą sportową. Zawsze wiedziałem, że tylko tak skonstruowany klub, ze stabilnym budżetem ma rację bytu. Dziś niemal dla wszystkich tarnowskich klubów największym żywicielem jest Grupa Azoty. To jednak pewne ryzyko, bo kiedyś ogromna przychylność władz chemicznego giganta może się skończyć. Takie uzależnienie nie jest dobre. Niejednokrotnie podkreślałem, że powinniśmy stworzyć ,,trzecią nogę” finansowania sportu w mieście, przy współpracy z Urzędem Miasta pozyskać innych partnerów.  Prezydent poddaje receptę, aby szukać partnerów poza Grupą Azoty, ale to droga donikąd, ponieważ w naszym mieście nie ma drugiej tak dużej firmy. Doskonale wiem jak wygląda kwestia pozyskiwania sponsorów. Kiedy awansowaliśmy do I ligi walczyliśmy właśnie o stabilny budżet. To nam się udało. Jednak mamy też wiedzę, że gdyby nie Grupa Azoty to sport w Tarnowie dziś by nie istniał. Innych sponsorów po prostu brak.

W debiutanckim sezonie na tym szczeblu rozgrywek zanotowaliście na swoim koncie kilka ciekawych wyników. Jaka jest perspektywa rozwoju drużyny? Najwyższa klasa rozgrywkowa to realny cel? A po awansie mielibyście gdzie grać?

Dziś nie ma w Tarnowie hali, gdzie moglibyśmy rywalizować na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że niczym awansujemy do Orlen Ligi kolejny prezydent dokończy remont hali ,,Jaskółka”. Szansa na awans oczywiście jest. Rozmawiałem nie tak dawno z naszym wiernym i oddanym kibicem, wiceprezesem Grupy Azoty Józefem Rojkiem i mamy jego wsparcie. Jednak ja jestem zwolennikiem strategii małych kroków. Dajmy się w Tarnowie pocieszyć kibicom z I ligi, aby w perspektywie dwóch-trzech lat powalczyć o awans, ale tutaj decyzja musiałaby zapaść w Grupie Azoty. Jestem optymistą, ponieważ wsparcie od wiceprezesa Rojka widać na każdym kroku.

Szkoda, że takiego wsparcia nie widać po prezydencie.

Ale za to prezydent jest sprawiedliwy, bo tego wsparcia nie dostrzegają także inne drużyny. Popatrzmy chociaż na żużel i bardzo niską dotację dla Unii Tarnów. Nasze miasto głownie znane jest właśnie z mocnego ośrodka żużlowego. To wizytówka miasta, najlepsza forma promocji.

Może miasto nie chce żużla? Mamy głównie gadanie o remoncie stadionu. Chcąc zachować licencję, za rok być może drużyna będzie zmuszona korzystać ze stadionu chociażby w Krakowie, a wtedy Grupa Azoty może zakręcić kurek z pieniędzmi. I tak oto nastąpi koniec żużla w Tarnowie.

To bardzo czarny scenariusz, ale możliwy. Prezydent Ciepiela i prezes Sady nie przepadają za sobą i to widać. Osobiste relacje obu panów leżą u podnóża konfliktu, dlatego trudno oczekiwać porozumienia.

Wróćmy na chwilę do budżetu. W tym roku więcej będziemy stać w korkach czy jechać?

Już teraz stoimy, a będzie jeszcze gorzej. Wszystko zaczęło się od niekończącego się remontu wiaduktów. O zgrozo, kolej nie ma żadnego terminu granicznego. To dziwna sytuacja, kiedy władze miasta dopuszczają, aby firma zewnętrzna na wiele lat utrudniała życie kierowcom i mieszkańcom.  Przy założeniu, że wystartuje remont ul. Lwowskiej i ul. Elektrycznej, czeka nas prawdziwa katastrofa. Szczególnie ul. Lwowska będzie stanowić problem, ponieważ w praktyce wjazd od strony wschodniej do miasta będzie koszmarny, a pamiętajmy, że tą drogą odbywa się ogromny ruch tranzytowy. Te inwestycje są nieprzemyślane. Prezydent powinien zdawać sobie sprawę, że PKP nie dotrzyma terminów i jego inwestycje tylko dodatkowo zablokują miasto.

Korki pogrążą jesienią prezydenta Ciepielę?

Na pewno nie przysporzą mu splendoru.

Załóżmy, że plany prezydenta się ziszczą ruszą remonty, będą korki. Mieszkańcy natomiast mogą w związku z tym mieć swój plan i zwolnić Romana Ciepielę z funkcji prezydenta. Pytanie tylko, czy jest w Tarnowie ktoś lepszy do pełnienia tego urzędu?

Powiedzenie, że każdy byłby lepszy to trochę za dużo. Tarnowianie raczej nie będą płakać po Romanie Ciepieli. Jednak na chwilę obecną tak naprawdę nie wiemy kto będzie walczył jesienią o fotel prezydenta. Sam prezydent Ciepiela jeszcze ostatecznie nie ogłosił swojej decyzji. Jestem zwolennikiem dania szansy w naszym mieście reprezentantom pokolenia 30-40 latków, którzy są świetnie wykształceni, już doświadczeni w samorządzie, ze świeżym spojrzeniem na otaczającą nas rzeczywistość. Taką osobą jest niewątpliwie doktor Grzegorz Kądzielawski oraz drugi doktor Jakub Kwaśny. Obaj światopoglądowo są na różnych biegunach, ale dla obu najważniejszy jest Tarnów. Uważam, że czas na zmianę pokoleniową.

Bardziej realną opcją jest jednak Kądzielawski. Czym się on różni, poza wiekiem i wykształceniem, od prezydenta Ciepieli?

Może dla rozluźnienia powiem żartobliwie. Od Grzegorza Kądzielawskiego telefony odbierają ministrowie, a od prezydenta Romana Ciepieli niestety nie.

Co Piotrowi Górnikiewiczowi udało się przeforsować w tej kadencji?

Wiadomo, że działamy w mocno trudnej sytuacji. SLD w Radzie Miejskiej to zaledwie dwóch radnych. Z jednej strony mamy opór ze strony prezydenta Ciepieli, a z drugiej strony większości radnych ze znaczkiem PiS. Mimo wszystko jednak udało nam się wywalczyć wspólnie z kolegami zwiększenie pieniędzy na sport i kulturę oraz budowę hali gimnastycznej przy Szkole Podstawowej nr 18.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

2 komentarze do “Piotr Górnikiewicz: Czas na zmianę pokoleniową

  • 20 lutego 2018 o 11:59
    Bezpośredni odnośnik

    P.radny ,,wali w prezydenta jak w bęben”a ja mam pytanie czy to prezydent jednoosobowo decyduje o środkach z budżetu ?a i nie branie udziału w głosowaniu też nie jest jakimś sprawczym pomysłem -niw daje realnie nic poza alibi i pozorami

    Odpowiedz
  • 1 marca 2018 o 16:55
    Bezpośredni odnośnik

    Szkoda w tym wszystkim jest tylko tego że zniszczyli to wszystko co było i nie chodzi tylko o Lubin ale i kolej np do Chocianowa gdyby wytrzymało to wszystko późną komunę i lata 90 może wyglądałoby to inaczej. Nastała era busów i nawet połączenia pks z połączeniami ciężko stoi w tym regionie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

I agree to these terms.